Wieś Przysłup jest położona na przełęczy między masywami Jasła i Falowej na obszarze Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego, który wraz z Parkiem Krajobrazowym Doliny Sanu i Bieszczadzkim Parkiem Narodowym wchodzi w skład Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery Karpaty Wschodnie. Ze źródeł położonych gdzieś w masywie Jasła i Małego Jasła bierze swój początek potok Dołżycki, który płynie w granicy działki na której położona jestStefanówka.
Przysłup, swą nazwę zawdzięcza położeniu i pierwszym osiedleńcom przybyłym tu wraz z pierwszą falą osadnictwa wołoskiego. Po rumuńsku słowo „prislop"- oznacza przełęcz łączącą dwa równoległe grzbiety górskie.
Wieś lokowano w dobrach Balów z Hoczwi. Pierwsza wzmianka o niej pojawia się w 1567 roku. Od XVI wieku aż do roku 1939 wchodziła w skład klucza ciśniańskiego, około 1720 lub 1740 roku przeszła w ręce Michała Urbańskiego. W połowie XVIII wieku klucz nabył Józef Benedykt Fredro. Rodzina Fredrów gospodarowała w tych dobrach do 1867 roku. Zmiana właścicieli nastąpiła w drugiej połowie XIX wieku, miejscowość stała się własnością baronów Fleming de Arnim, po nich około 1893 roku Hermana Czecza do Lindenwald i to dzięki temu ostatniemu w latach 1900-1904 przez teren wsi poprowadzono tory kolejki wąskotorowej z Majdanu do Kalnicy. Ostatnimi właścicielami osady była żydowska rodzina Baeckenrothów ( lata 1904-1939).Do czasów II wojny światowej w Przysłupiu panował względny spokój. Hodowano bydło, świnie, konie i drób, zimową porą kobiety wyrabiały płótno na domowe potrzeby.
W okresie międzywojennym mieszkańcy osady chodzili na odpusty: do Łopienki na Święto Narodzenia Matki Bożej – 21 września i do Mchawy na Święto Przemienienia Pańskiego (Spasa) – 19 sierpnia.
W 1921 roku wieś liczyła 159 mieszkańców w tym 153 grekokatolików i 6 osób wyznania mojżeszowego. We wsi stała cerkiew zbudowana w XVI wieku. Istnieją przekazy, że podczas ślubu w świątyni pobiło się dwóch drużbów, polała się krew. Sprofanowaną cerkiew zamknięto. W 1867 roku już jej nie było, prawdopodobnie pozostawiony sam sobie, nieremontowany budynek rozpadł się.
Nad potokiem płynącym przez wieś stała olejarnia, mielono w niej siemię lniane. W połowie XIX wieku postawiono tu również młyn wodny, który stał tu jeszcze w latach 30 XX wieku. W tym też czasie we wsi działała kuźnia gromadzka zbudowana dzięki ówczesnemu wójtowi wsi Nykole Symanowiczowi. Każdy, kto choć odrobinę znał się na kowalstwie mógł z niej korzystać.
Latem 1944 roku podczas przejścia frontu zginął jeden mieszkaniec wsi. Nad Przysłupiem podczas wojny, został zestrzelony niemiecki samolot myśliwski. W marcu 1945 roku doszło tu do starcia między oddziałami NKWD, a bojówką UPA dowodzoną przez „Wesołego". Z prawa do dobrowolnego opuszczenia wsi nikt nie skorzystał, choć polskie władze wytypowały do tego 215 osób. W związku z tym w 1946 roku przymusowo wysiedlono 28 rodzin, reszta mieszkańców opuściła wieś podczas akcji „Wisła".
W Przysłupiu znajduje się końcowa stacja trasy kolejki leśnej, która po półgodzinnym postoju wraca do Majdanu.
Przysłup słynie obecnie także z hodowli pstrągów i nie sposób pominąć tego miejsca w trakcie wędrówek po Bieszczadach.
Będąc w Przysłupiu warto odwiedzić galerię "Fantasmagoria" oraz skosztować pstrąga w Smażalni, Oberży Biesisko lub Restauracji Modryna.
Na trasie między Cisną a Wetliną, na grzbiecie góry, między dwoma dopływami potoku Dołżyckiego leży wieś Krzywe.
Jej nazwa wywodzi się od ukraińskiego słowa 'krywe'- co oznacza – 'krzywe'. Pierwsza wzmianka o Krywem, pochodzi z 1552 roku, ale prawdopodobnie osada powstała tu jeszcze przed 1543 rokiem. Lokowano ją w dobrach Balów. Do połowy XIX wieku wchodziła w skład klucza ciśniańskiego, który w pierwszej połowie XVIII stulecia przeszedł w ręce Urbańskich, następnie, do początku XIX wieku, należał do ojca Aleksandra Fredry – Jacka. Kolejnymi właścicielami wsi byli: Flemingowie-a pod koniec XIX w. rządził tu Herman Czecz de Linewald – jeden z inicjatorów budowy kolei wąskotorowej z Nowego Łupkowa do Majdanu, natomiast w okresie międzywojennym Krywe należało do żydowskiej rodziny Baeckenbrothów.
We wsi stał dwór, który od 1811 r. do 1873 roku pełnił rolę plebanii. Był tu też młyn wodny i jak na każdą miejscowość przystało- karczma. Dziś po tych zabudowaniach nie ma już śladu. Krywe miało również swoją świątynię, była nią drewniana, zbudowana w 1845 roku cerkiew pw. św. Soboru Jana Chrzciciela. Był to duży, 16 metrowy, budynek trójdzielny, miał niemal kwadratową zakrystię zbudowaną na osi cerkwi, połączoną ze wschodnią ścianą prezbiterium. We wnętrzu świątyni znajdował się bogato zdobiony ikonostas. Umieszczona na ścianach polichromia przedstawiała świętych, m.in. św. Jerzego, św. Mikołaja i św. Onufrego. Przy cerkwi stała drewniana dzwonnica, o konstrukcji szkieletowej, oszalowana deskami i podobnie jak świątynia kryta blachą. Miała trzy dzwony. Największy z nich ważył około 500 kg, wykonano go w przemyskiej ludwisarni na początku XX wieku. Z tymi dzwonami wiąże się pewna historia. Na początku okupacji jeden z mieszkańców wsi o nazwisku Pliszka aby ocalić dzwony, schował je w studni. Jednak, gdy Niemcy w poszukiwaniu surowca na przetopienie, zagrozili zdziesiątkowaniem wsi, mieszkańcy zdecydowali się wskazać miejsce ich ukrycia. Zarówno cerkiew jak i dzwonnica zostały zniszczone po 1947 roku. Jeszcze w latach 50 XX wieku można było odnaleźć resztki czubka dzwonnicy, przy zrujnowanej cerkwi.
Obecnie prócz dwóch zniszczonych nagrobków i prawie niewidocznych śladach po mogiłach, nie zostało nic, co świadczyłoby o przeszłości wsi.
W Krywem mieszkała ludność wyznania greckokatolickiego. Z przeprowadzonego w 1921 roku spisu powszechnego wynika, że we wsi żyło 191 osób, z czego tylko 8 z nich podało narodowość polską i deklarowało przynależność do kościoła rzymskokatolickiego. Na początku 1947 roku wieś zamieszkiwało już 320 osób. Podczas akcji "Wisła" na przełomie kwietnia i maja 1947 r. mieszkańców wsi wysiedlono, a miejscowość spalono. Krzywe już nigdy nie odzyskało swej dawnej świetności.
Obecnie we wsi stoi 19 domów, zamieszkiwanych przez 66 mieszkańców.
Wieś Strzebowiska jest położona nad potokiem Kalnica, po stronie działu wodnego jakim jest przełęcz Przysłup.
Lokowano ją na prawie wołoskim w najdalej wysuniętym na południowy wschód skrawku dóbr Balów z Hoczwi. Po raz pierwszy została wymieniona w 1561 roku, jako posiadająca jeszcze wolniznę. Jej pierwotna nazwa to „Zruboviszcze"- wywodząca się z ukraińskiego- „zrubowaty"- czyli zrębywać, wyrąbywać. Następnie od końca XIX wieku do 1967 roku były to Strubowiska, które zmieniono na Strzebowiska, by brzmiało bardziej po polsku. Pierwszym właścicielem wsi był Mateusz III Bal /lata 1552- 1595/. W rękach tej rodziny Strzebowiska pozostawały aż do śmierci ostatniej przedstawicielki rodu Salomei z Balów Karsznickiej w 1770 roku. Przed 1790 rokiem osadę tę, wraz z sąsiednimi wsiami kupił Franciszek hr. Łoś. Pod koniec XIX wieku majątek przeszedł w ręce Stanisława Wysockiego. Dzięki niemu w latach 1900-1904 przez wieś przeprowadzono tory kolejki wąskotorowej z Majdanu do Kalnicy. Ostatnim właścicielem w latach 1938- 1939 był Lucjan Borck - Prek z Kalnicy. W 1921 roku wieś liczyła 53 domy i 278 mieszkańców.
Już około 1700 roku zbudowano tu pierwszą cerkiew. Druga również drewniana, na miejscu poprzedniej, powstała w 1843 roku. Obydwie nosiły wezwanie Najświętszej Marii Panny. Ta ostatnia uległa zniszczeniu po 1945 roku. Jeszcze kilka lat temu na cmentarzu cerkiewnym znaleźć można było trzy żelazne krzyże wieńczące cerkiew. Dziś, w miejscu gdzie stała cerkiew, rośnie kępa świerków. Sam cmentarz położony jest na rozległym wzgórzu gęsto porośniętym drzewami. Nie zachowały się tu żadne kamienne nagrobki. Przy drodze głównej, w półkolu starych lip, stoi murowana, pobielona kapliczka z wnęką, w której znajduje się figurka Matki Boskiej. Jej budowę fundował mieszkaniec wsi Wasyl Podolak około 1920 roku.
W okresie międzywojennym we wsi mieszkały dwie rodziny cygańskie, trudniące się kowalstwem i muzykowaniem. Z usług kowalskich Tynia Hałuszki oprócz Strubowisk korzystała również Kalnica i Przysłup. Wyrabiał on okucia do kół, sań, siekiery, motyki itp. Za swoją pracę nigdy nie brał pieniędzy, jedynie żywność. Tynio był też wziętym skrzypkiem na weselach i zabawach, pomimo tego, że słabo słyszał. Mieszkańcy Strzebowisk chodzili w celach zarobkowych do wsi Ruskie po słowackiej stronie. Tamtejsi gospodarze często zatrudniali polską ludność do łuszczenia kukurydzy. Robiono to oczywiście ręcznie. Przy okazji był to sposób zdobycia odrobiny żywności. Pracujący chłopi zawiązywali sobie sznurkami nogawki spodni i później, pod nieuwagę gospodarza wsypywali do nich kukurydzę, a po skończeniu pracy przemycali ją do domu.
W czasie wojny we wsi kwaterowała sotnia UPA dowodzona przez „Wesełego". 21 marca 1945 roku miejscowość została otoczona przez dwa bataliony NKWD wspomagane przez oddział Wojska Polskiego i milicjantów z Cisnej. Było to jedno z największych starć z ukraińską partyzantką w Bieszczadach. Ukraińcy przez kilka godzin stawiali opór, by mieć czas na ewakuację dużej liczby chorych i rannych. W końcu uciekli do lasu ze stratą 13 zabitych. Podczas walki niemal cała wieś spłonęła. Według jednej z relacji spalili ją sowieci po ucieczce UPA. Po tym wydarzeniu pozostali przy życiu ludzie, budowali sobie ziemianki i szałasy, dopiero latem zaczęli odbudowywać domy. Większość mieszkańców Strubowisk wywieziono pod przymusem na Ukrainę w 1946 roku. W ramach akcji „Wisła" w dniach 28 kwietnia- 10 maja 1947 roku wysiedlono z osady pozostałe 30 osób. Wieś zupełnie opustoszała.
Dziś w Strzebowiskach stoi kilkanaście nowych domów. Mieszka tu 77 osób.
Łopienka lub Łopinka to dolina oraz wieś, położona pomiędzy szczytami Łopiennika, Korbani i Jam.
Nieznane jest pochodzenie nazwy. Być może pochodzi od występujących tu łopianów. Nie ma także zapisów mówiących o powstaniu wsi. Wiadomo, że leżała w dobrach Balów z Hoczwi herbu Gozdawa. Wg A. Fastnacha, wieś powstała przed 1543 r., a już w 1552 była wymieniana w lustracji młynów wodnych. Powstanie wsi można wiązać z kolonizacją tych terenów na prawie wołoskim przez l udy pasterskie, wędrujące w XIV - XVII w. z Bałkanów na północ.
Nie wiadomo kiedy została wzniesiona pierwsza świątynia. Najpewniej istniała już w II poł. XVII w. jako budowla drewniana. Może o tym świadczyć zapis z 1756 r. w wizytacji cerkiewnej, mówiący o cudownej ikonie Matki Boskiej z Dieciątkiem, będącej kopią ikony ze słynnego klasztoru w Werhratej. Już wtedy słynęła jako miejsce pielgrzymek. Obecna świątynia p.w. Św. Paraskewi została wzniesiona najprawdopodobniej w II poł. XVIII w. Przemawia za tym forma bryły, charakterystyczna dla unickich cerkwi budowanych na przełomie XVIII - XIX w., rodem z austryjackich wzorników urzędowych. Tradycyjnie uważa się, że fundatorami cerkwi byli Strzeleccy, którzy odkupili Łopienkę w XVIII w. od Kraśnickich. Później na skutek koligacji rodzinnych właścicielami części wsi zostają Ławrowscy i Miejscy. Łopienka nie była wielką wsią. 350 osób wg spisu z 1930 r. stawiało ją w gronie przeciętnych, utrzymujących się przede wszystkim z uprawy roli. Próby rozwoju kopalnictwa naftowego upadły po spaleniu się w 1866 r. destylarni.
Jedynym co wyróżniało Łopienkę spośród innych wsi, była cerkiew, najstarsza murowana cerkiew w Bieszczadach, gdzie odpusty odbywały się kilka razy w roku.
W czasie I wojny światowej front austryjacko-rosyjski przebiegał w sąsiedztwie wsi, szczytem Korbani. Czy wieś ucierpiała z tego powodu nie wiadomo. II wojna światowa przyniosła wydarzenia, które zdecydowały o jej losach. Wiosną 1946 r. następuje przymusowe wysiedlenie większości mieszkańców do ZSRR. Wypędzenia udało się uniknąć kilku rodzinom, które ukryły się w lesie. W rok później, zostają one wywiezione w ramach tzw. akcji "Wisła" na ziemie odzyskane. Był to kres wioski - dolina i cerkiew zamarły.
Rozpoczął się smutny okres dewastacji. Z kompletnie wyposażonej cerkwi, niemalże gotowej do odprawiania nabożeństw, zaczynają pomału ginąć sprzęty. Część wywozi w 1947 r. stacjonujące tam wojsko, reszta pada łupem szabrowników, kolekcjonerów. Na przełomie 48/49 r. ksiądz Franciszek Stopa, z nowo ustanowionej parafii rzymsko-katolickiej w Polańczyku, wywozi z wymarłej Łopienki cudowny obraz Matki Boskiej oraz część wyposażenia. Natomiast sześciokątna kolorowa posadzka zostaje zerwana i ułożona w kościele w Terce. Podpisaniem wyroku na cerkiew, było zerwanie blachy z dachu w 1955 r. Taki właśnie stan zastał we wrześniu 1955 r. Ryszard Brykowski, który dotarł do Łopienki w ramach ogólnopolskiej akcji inwentaryzacji zabytków sztuki. Obok pustej już cerkwi stała murowana kapliczka i drewniana, zrębowa dzwonnica. Zachowało się także kilka drewnianych chat. Od 1955 r. rozpoczęła się walka o zachowanie cerkwi w Łopience. Jednym z jej głównych uczestników staje się historyk sztuki - Olgierd Łotoczko. W 1965 r. wydzierżawia od ZSP schronisko na Łopienniku. Właśnie tu powstaje projekt utworzenia w Łopience wioski skansenowo-turystycznej. W jego realizacji mieli uczestniczyć studenci z różnych uczelni. Głównym celem miało być ratowanie chat łemkowskich i bojkowskich oraz innych, zachowanych zabytków ludowego budownictwa i kultury materialnej. Pomimo że projekt wioski uzyskał w 1975 r. nagrodę Ministra Kultury i Sztuki, władze nowo powstałego województwa krośnieńskiego odstąpiły od wcześniejszych ustaleń. Łotoczko zdążył jeszcze w 1975 r. wraz z przyjaciółmi przeprowadzić konserwację korony murów, dzięki środkom ze sprzedaży rodzinnych pamiątek. Dalszą walkę o realizację projektu przerywa tragiczna śmierć Łotoczki podczas wyprawy w Hindukusz. I znowu zamarła jedna z najpiękniejszych dolin bieszczadzkich. Tylko w sezonie letnim zjawiali się tu pasterze. Nie zapisali się oni dobrze w dziejach cerkwi - w jej murach trzymali owce i bydło. W 1982 r. Akademicki Klub Turystyczny Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego zakłada w dolinie Łopienki bazę turystyczną. Staje się ona tym, czym w latach 60-tych było schronisko na Łopienniku. Tu zbierają się ludzie, którzy chcieliby ocalić świątynię. Ich sojusznikiem staje się Towarzystwo Opieki Nad Zabytkami Sztuki Cerkiewnej. Pojawia się osoba która chce całkowicie odbudować cerkiew - Zbyszek Kaszuba. Od 1983r. Zbigniew Kaszuba z garstką zapaleńców kontynuje odbudowę cerkwi w ramach działań Towarzystwa Opieki nad Zabytkami i po kilkunastu latach doprowadził prace do szczęśliwego finału. W 1993 r. dach cerkwi ponownie nakryto blachą, w 1995 wstawiono okna i drzwi, w 1996 r. pomalowano dach farbą antykorozyjną i odbudowano kapliczkę na przełęczy Hyrcza. W 2003 r. na odpust jesienny w dniu 5 X cerkiew została otynkowana z zewnątrz. Dziś stała się ponownie miejcem kultu do którego ciągną coraz liczniej wierni.
Odpusty w Łopience odbywały się 3 razy w roku: wiosną 16 maja w święto Wniebowstąpienia Pana Jezusa, w porze letniej - 13 sierpnia w święto Wniebowzięcia NMP (liczni pielgrzymi mogli spać wówczas pod gołym niebem) i jesienią 21 września w święto Narodzenia Matki Bożej.
Opis takiego odpustu zamieścił Zygmunt Kaczkowski w "Mężu Szalonym".
Tłumy odpustowego ludu w Łopience mieściły się we wsi, która położona jest pomiędzy bardzo wysokimi górami i tylko jak wąska wstęga, z chat wieśniaczych spleciona, ciągnie się wzdłuż górskiego potoku. Lud tam zgromadzony nie miał się gdzie rozszerzyć i ugrupować, przedstawiał on widok bardzo malowniczy. Więc zaraz pod cerkwią murowaną, która starymi otoczona drzewy wraz z obszernym dziedzińcem i księżymi zabudowaniami, stoi na wyniosłym pagórku i stąd od południa, jakby umyślnie od ręki robionym tarasem otoczoną się być wydaje, przy wszystkich drogach i ścieżkach porozsiadały się baby przekupki z różnego rodzaju naczyniami, garnkami, rynkami, malowanymi łyżkami, sitkami, skopcami i innym podobnym towarem. Dalej Żyd z solą, obsadziwszy się żółtymi solówkami, z których jedne już były próżne i bebechami napchane, a inne jeszcze białymi głowami dość bezczelnie świeciły, bo brzuchy już dawno miały przez szachrajstwo wybrane, wabił chłopów przechodnich, zachwalając im sprawiedliwość miary nad miarę i doskonałość warzonki. Dalej młody chłopak od Beskidu, smukły jak sosna i piękny jak statua marmurowa, w długich jasnych włosach, opadających na okrągłe, brunatną guńką osłonione ramiona, w małym, czarnym, okrągłym kapeluszu, w skórzanych, do lekkiej nogi przysznurowanych sandałach, stoi nad stosem drewnianych fujarek, na płachcie rozścielonej złozonych, i na jednej fujarce smutne przygrywając piosenki i w co rzewniejsze rozkwilajac się tony, wabi chłopów do kupna...
Góral gra nieprzerwanie, a echo, odbijając się dwukrotnie w dwóch przeciwległych lasach, powtarza każdej zwrotki ostatnie tony i dodając im z oddalenia pewnego uroku i powagi, pomaga do zachęcenia młodzieży. Trochę dalej nad samym już potokiem porozlewały się różnego rodzaju szatry, namioty i budki, w których czerwoni na twarzy szynkarze i wymowni Żydzi sprzedają gorzałkę i piwo. Przy nich, jako nierozerwalny przyjaciel gorzałki, szewc, ów pijak koronny, rozłożył sklep z butami czarnymi i czerwonymi dla niewiast i dziewek. Dalej drugi gorzałczny towarzysz, tytuń, na węgierskiej zrodzony ziemi, przez bakuniarzy wniesiony, rozsypał na kilkunastu płachtach pokotem i ciemnobrunatnymi błyszczący liśćmi. Niżej, po obydwu stronach potoku, gęsto kładkami przerzuconego, poustawiano budy drewniane, w których na stołach i deskach na poprzek poukładanych, żydowscy kupcy od Krakowa i Białej z bawełnianymi towarami, z dymkami, suknami i innym łokciowym towarem, Ślązacy z płótnami, obrusami i cętkowatymi, pstrymi tkaninami, Węgrzy z bławatkami, jedwabiami i olejkami, inni Żydzi z bakalią, z korzeniami i południowymi owocami, cukiernicy z cukrami, arakami i przyprawną gorzałką, złotnicy z kielichami cerkiewnymi, pierścionkami, oprawami do karabel, szpinkami, czapnicy i kuśnierze z rogatywkami, bobrowymi czapkami dla księży, a lisimi dla ekonomów, z odnowami do futer i całymi baranami, rozciągnęły się długim, podwójnym szeregiem, a mieszcząc pomiędzy siebie małe kramiki z nićmi, igłami, guzikami i innym błyszczącym rupieciem, ostatniego kresu wioski sięgają, nad którym, nad tymże samym potokiem, tylko w cokolwiek obszerniejszym miejscu, bieleje maleńki dwór Pod Lipami. Siwy szlachcic zgarbiony, w popielatym kontuszu i białej rogatywce, sunie bokiem opierając się na trzcinie o gałce złoconej, a tuż przy nim, ale w tył o pół kroku, pleban ritus graeci i mówi coś do szlachcica z uszanowaniem, bo za nimi pachołek garbi się pod lamami i jedwabiami, które szlachcic zakupił na ornaty do zakrystii cerkiewnej jako votum, które uczynił w czasie swej niedawnej choroby. Na pniu powalonym i jednym końcem walającym się w bystrym potoku, w lisiej czapce, choć w lecie i w szaraczkowym kubraku siedzi leśniczy, a pobereźnik stoi przy nim i trzyma pęk lisich i zajęczych skórek, które dwaj Żydkowie, stojący przy nim oglądając przyganiają im to włos krótki, to barwę niepiękną, to plisze, jednak godzą, kupują i rachując pieniądze na dłoń myśliwego, rzetelnie płacą. Dalej Cygan z niedźwiedziem, na łańcuchu trzymanym i na dwóch łapach idącym, posuwa się pomału, przygrywając piskliwym głosem na popękanej fujarce, do której to muzyki opalona i w brudne płachty owinięta Cyganka, w takt wybija na małym bębenku. Hurma dzieci pyzatych biegnie za niedźwiedziem, niecierpliwiąc się na tę chwilę, kiedy zacznie tańcować. Mołodycie suną za Cyganką z nieśmiałością i z dala, bo ona w interaktach komedii przecudne rzeczy powiada, zgadując zarówno przeszłość rumieniącą twarze młodych, jak i przyszłość podnoszącą ich serca jakąś słodką nadzieją. Dalej jeszcze za nimi stoi dzierżawczyni dwóch wiosek z dwiema rumianymi córkami, a podczas kiedy córeczki zagapiają się za niedźwiedziem, mamunia im perswaduje, że nie przystoi córkom szlacheckim oglądać się za tak pospolitą komedią, wyprawianą przez dzikie bestie i Cygany. Pomiędzy to wszystko snuje się lud różnych ubiorów i różnego rodzaju; snują się także jeszcze olejkarze węgierscy z drewnianymi pudłami na pasach skórzanych zawieszonymi na sobie, a napełnionymi różnej wielkości flaszeczkami; snują się szarlatani dziwacznie poubierani i kazawszy swoim chłopcom ciągnąć za sobą wózek napakowany z czubem, z którego to pakunku wyglądają różnego rodzaju słoje, słoiki i jaszczyki, wywołują w głos dobroć i skuteczność swoich driakwi i spirytusów na różne choroby i dolegliwości. Snują się także pielgrzymi, z miejsc dalekich powracający pustelnicy z eremów swoich na miejsce odpustu, przybyli dziadowie i żebracy różnego wieku, którzy to idąc o kulach, to czołgając się po ziemi, to przysiadając na wynioślejszych miejscach, pokazują przechodzącym swoje członki opuchnięte i skaleczone wrzaskliwym jękiem stają się zwrócić na siebie ich uwagę. A kiedy po górach po obu stronach wioski widać jakby rozsiane kupki spoczywających pod namiotami lub pod drzewami, a wąskimi drożynami i ścieżkami z gór się spuszczającymi wysuwają się jeszcze całe wstęgi nowo przybywających podróżnych - to nad doliną wznosi się gwar tak mocny i tak pomieszany, że słuchającemu go z daleka musi przyjść na myśl dawna opowieść o pomieszaniu języków w Babelu. Na dziedzińcu cerkiewnym znowu inne zajęły mnie rzeczy. A to najpierw ów wielki tłum ludzi, jednych wchodzących na nabożeństwo, a drugich już wychodzących, dalej innych pełzających na kolanach naokoło kościoła, innych leżących krzyżem na środku drogi i proszących jęczącym głosem, aby po nich deptano. Pod starymi drzewami, otaczającymi dom Boży, o kilka kroków jeden od drugiego, siedzieli księża spowiednicy i mając każdy przed sobą stoliczek drewniany, na który odchodzący od spowiedzi po groszu rzucali, w jednej ręce trzymając stułę i zasłaniając nią usta spowiadających się, drugą ręką naciskających się odganiali. W końcu dziedzińca cokolwiek większy tłum ludzi cisnął się mocniej i stanął kołem. W tym kole leżał człowiek na ziemi i jęcząc przeraźliwie wił się na różne sposoby. Nad nim stał kapłan świecki czy zakonnik jakiś z kropidłem, kropił co chwila leżącego na ziemi i wymawiał przy tym jakieś niezrozumiałe słowa. Im więcej ksiądz kropił, tym głośniej i niezrozumialej krzyczał i tym boleśniej wił się ów leżący na ziemi, a gdy mnie to zadziwiło i zapytałem: co to było? odpowiedział mnie ojciec: że leżący na ziemi jest to człowiek opętany przez diabła, a kropiący ksiądz egzorcysta. Przed drzwiami cerkwi po obydwóch stronach stały dwa wielkie stoły, za którymi siedzieli dwaj wikariusze i z pomocą diaków czy innych sługusów odbierali od naciskających się do nich pobożnych różne na mszę świętą ofiary. Lud cisnął się do nich z taką gwałtownością, że aż się wywracali niektórzy i suknie darli na sobie, a który się docisnął rzucał prędko co miał, czy kilka groszy, czy kawał płótna, czy chleba kilka bochenków, czy masła osełkę, co służalec odbierał, księdzu zaś powiadał swoje nazwisko i intencję, co znowu ksiądz do rejestru zaciągał. Lubo to jeszcze wtenczas było blisko trzy godzin do południa, za każdym stołem wielkie już kupy leżały tych ofiar, a spore skrzynki niemal już napełnione były pieniędzmi; do czego i my atrybucja przystąpiliśmy także do jednego z tych stołów i ofiarowaliśmy każdy z nas po dukacie na mszę święta, powiadając: Za pomordowane dusze na Ukrainie. Tego pobożnego aktu dopełniwszy, szliśmy do cerkwi. Ale ścisk wchodzących i wychodzących był tak gęsty, a drzwi wchodowe tak wąskie, że ani podobieństwa nie było się choć do drzwi docisnąć. .. Odstąpiliśmy od kościoła, a ojciec rzecze do mnie: Nie masz sposobu. Jest to jedno miejsce, gdzie tałatajstwo równym jest urodzonym, jakoż trzeba mu przyznać, że umie tej równości używać. Zmówny pacierz choć na dziedzińcu... I tak się stało. Przed obrazem Matki Najświętszej, wystawionym pod drzewem na dziedzińcu, uklęknąwszy, odmówiliśmy pacierz, a ofiarowawszy serca nasze za ową krew niewinnie wylaną przez hajdamaków, szliśmy do dworu w gościnę. W czasie odpustów pielgrzymi korzystali z wody leczniczej cudownego źródła położonego między cerkwią a nowym cmentarzem. Woda z niego pomagała na choroby oczu. Nad źródełkiem stała murowana kapliczka z wnęką, w której umieszczony był obrazek Matki Bożej. Podczas odpustów odprawiano również nabożeństwo przy źródełku. Drugie takie źródło zwane cudownym znajdowało się przy drodze na przełęcz Hyrcza (dziś rosną tam sosny), a woda z niego pomagać miała również na oparzenia. Tradycja odpustów w Łopience utrzymała się nawet jeszcze a latach okupacji. Po 1941 r. przy drodze prowadzącej do cerkwi w stronę przełęczy Hyrcza ustawiono 13 krzyży drewnianych, które tworzyły małą kalwarię. Ostatni z nich stał przy granicy z Tyskową.
W czasie odpustów, trzy razy do roku, odprawiano tu drogę krzyżową. Ostatni odpust w Łopience odbył się w 1943 r. W 1944 r. przechodził już tędy front i nie było takiej możliwości.
Po II wojnie światowej, deportacjach i tzw. zawirowaniach historii I odpust w Łopience I mógł się odbyć dopiero w 2000 r. w wolnej już Polsce. Było to wydarzenie bez precedensu i odbiło się dużym echem w wielu środowiskach inteligenckich. Proboszczem w Cisnej został ks. Piotr Bartnik, człowiek bardzo mocno związany emocjonalnie z Bieszczadami i ich bolesną niekiedy przeszłością, mający wielki dar jednoczenia ludzi dla dzieł Bożych. Pani Denisiuk z Cisnej, artystka malarz ofiarowała cerkwi znakomitą kopię cudownej ikony Matki Boskiej.
Wieś Przysłup jest położona na przełęczy między masywami Jasła i Falowej na obszarze Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego, który wraz z Parkiem Krajobrazowym Doliny Sanu i Bieszczadzkim Parkiem Narodowym wchodzi w skład Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery Karpaty Wschodnie. Ze źródeł położonych gdzieś w masywie Jasła i Małego Jasła bierze swój początek potok Dołżycki, który płynie w granicy działki na której położona jestStefanówka.
Przysłup, swą nazwę zawdzięcza położeniu i pierwszym osiedleńcom przybyłym tu wraz z pierwszą falą osadnictwa wołoskiego. Po rumuńsku słowo „prislop"- oznacza przełęcz łączącą dwa równoległe grzbiety górskie.
Wieś lokowano w dobrach Balów z Hoczwi. Pierwsza wzmianka o niej pojawia się w 1567 roku. Od XVI wieku aż do roku 1939 wchodziła w skład klucza ciśniańskiego, około 1720 lub 1740 roku przeszła w ręce Michała Urbańskiego. W połowie XVIII wieku klucz nabył Józef Benedykt Fredro. Rodzina Fredrów gospodarowała w tych dobrach do 1867 roku. Zmiana właścicieli nastąpiła w drugiej połowie XIX wieku, miejscowość stała się własnością baronów Fleming de Arnim, po nich około 1893 roku Hermana Czecza do Lindenwald i to dzięki temu ostatniemu w latach 1900-1904 przez teren wsi poprowadzono tory kolejki wąskotorowej z Majdanu do Kalnicy. Ostatnimi właścicielami osady była żydowska rodzina Baeckenrothów ( lata 1904-1939).Do czasów II wojny światowej w Przysłupiu panował względny spokój. Hodowano bydło, świnie, konie i drób, zimową porą kobiety wyrabiały płótno na domowe potrzeby.
Wieś Przysłup jest położona na przełęczy między masywami Jasła i Falowej na obszarze Ciśniańsko-Na trasie między Cisną a Wetliną, na grzbiecie góry, między dwoma dopływami potoku Dołżyckiego leży wieś Krzywe.
Jej nazwa wywodzi się od ukraińskiego słowa 'krywe'- co oznacza – 'krzywe'. Pierwsza wzmianka o Krywem, pochodzi z 1552 roku, ale prawdopodobnie osada powstała tu jeszcze przed 1543 rokiem. Lokowano ją w dobrach Balów. Do połowy XIX wieku wchodziła w skład klucza ciśniańskiego, który w pierwszej połowie XVIII stulecia przeszedł w ręce Urbańskich, następnie, do początku XIX wieku, należał do ojca Aleksandra Fredry – Jacka. Kolejnymi właścicielami wsi byli: Flemingowie-a pod koniec XIX w. rządził tu Herman Czecz de Linewald – jeden z inicjatorów budowy kolei wąskotorowej z Nowego Łupkowa do Majdanu, natomiast w okresie międzywojennym Krywe należało do żydowskiej rodziny Baeckenbrothów.
We wsi stał dwór, który od 1811 r. do 1873 roku pełnił rolę plebanii. Był tu też młyn wodny i jak na każdą miejscowość przystało- karczma. Dziś po tych zabudowaniach nie ma już śladu. Krywe miało również swoją świątynię, była nią drewniana, zbudowana w 1845 roku cerkiew pw. św. Soboru Jana Chrzciciela. Był to duży, 16 metrowy, budynek trójdzielny, miał niemal kwadratową zakrystię zbudowaną na osi cerkwi, połączoną ze wschodnią ścianą prezbiterium. We wnętrzu świątyni znajdował się bogato zdobiony ikonostas.
Wieś Strzebowiska jest położona nad potokiem Kalnica, po stronie działu wodnego jakim jest przełęcz Przysłup.
Lokowano ją na prawie wołoskim w najdalej wysuniętym na południowy wschód skrawku dóbr Balów z Hoczwi. Po raz pierwszy została wymieniona w 1561 roku, jako posiadająca jeszcze wolniznę. Jej pierwotna nazwa to „Zruboviszcze"- wywodząca się z ukraińskiego- „zrubowaty"- czyli zrębywać, wyrąbywać. Następnie od końca XIX wieku do 1967 roku były to Strubowiska, które zmieniono na Strzebowiska, by brzmiało bardziej po polsku. Pierwszym właścicielem wsi był Mateusz III Bal /lata 1552- 1595/. W rękach tej rodziny Strzebowiska pozostawały aż do śmierci ostatniej przedstawicielki rodu Salomei z Balów Karsznickiej w 1770 roku. Przed 1790 rokiem osadę tę, wraz z sąsiednimi wsiami kupił Franciszek hr. Łoś. Pod koniec XIX wieku majątek przeszedł w ręce Stanisława Wysockiego. Dzięki niemu w latach 1900-1904 przez wieś przeprowadzono tory kolejki wąskotorowej z Majdanu do Kalnicy. Ostatnim właścicielem w latach 1938- 1939 był Lucjan Borck - Prek z Kalnicy. W 1921 roku wieś liczyła 53 domy i 278 mieszkańców.
W okresie międzywojennym we wsi mieszkały dwie rodziny cygańskie, trudniące się kowalstwem i muzykowaniem. Z usług kowalskich Tynia Hałuszki oprócz Strubowisk korzystała również Kalnica i Przysłup. Wyrabiał on okucia do kół, sań, siekiery, motyki itp. Za swoją pracę nigdy nie brał pieniędzy, jedynie żywność. Tynio był też wziętym skrzypkiem na weselach i zabawach, pomimo tego, że słabo słyszał. Mieszkańcy Strzebowisk chodzili w celach zarobkowych do wsi Ruskie po słowackiej stronie.
Tamtejsi gospodarze często zatrudniali polską ludność do łuszczenia kukurydzy. Robiono to oczywiście ręcznie. Przy okazji był to sposób zdobycia odrobiny żywności. Pracujący chłopi zawiązywali sobie sznurkami nogawki spodni i później, pod nieuwagę gospodarza wsypywali do nich kukurydzę, a po skończeniu pracy przemycali ją do domu.Już około 1700 roku zbudowano tu pierwszą cerkiew. Druga również drewniana, na miejscu poprzedniej, powstała w 1843 roku. Obydwie nosiły wezwanie Najświętszej Marii Panny. Ta ostatnia uległa zniszczeniu po 1945 roku. Jeszcze kilka lat temu na cmentarzu cerkiewnym znaleźć można było trzy żelazne krzyże wieńczące cerkiew. Dziś, w miejscu gdzie stała cerkiew, rośnie kępa świerków. Sam cmentarz położony jest na rozległym wzgórzu gęsto porośniętym drzewami. Nie zachowały się tu żadne kamienne nagrobki. Przy drodze głównej, w półkolu starych lip, stoi murowana, pobielona kapliczka z wnęką, w której znajduje się figurka Matki Boskiej. Jej budowę fundował mieszkaniec wsi Wasyl Podolak około 1920 roku.
W czasie wojny we wsi kwaterowała sotnia UPA dowodzona przez „Wesełego". 21 marca 1945 roku miejscowość została otoczona przez dwa bataliony NKWD wspomagane przez oddział Wojska Polskiego i milicjantów z Cisnej. Było to jedno z największych starć z ukraińską partyzantką w Bieszczadach. Ukraińcy przez kilka godzin stawiali opór, by mieć czas na ewakuację dużej liczby chorych i rannych. W końcu uciekli do lasu ze stratą 13 zabitych. Podczas walki niemal cała wieś spłonęła. Według jednej z relacji spalili ją sowieci po ucieczce UPA. Po tym wydarzeniu pozostali przy życiu ludzie, budowali sobie ziemianki i szałasy, dopiero latem zaczęli odbudowywać domy. Większość mieszkańców Strubowisk wywieziono pod przymusem na Ukrainę w 1946 roku. W ramach akcji „Wisła" w dniach 28 kwietnia- 10 maja 1947 roku wysiedlono z osady pozostałe 30 osób. Wieś zupełnie opustoszała.
Dziś w Strzebowiskach stoi kilkanaście nowych domów. Mieszka tu 77 osób.